Interpelacja w sprawie wznowienia śledztwa umorzonego przez Prokuraturę Rejonową Bydgoszcz Północ dotyczącego niekorzystnego rozporządzenia mieniem o wartości około 1050 000 zł przy obsłudze kredytowej PPUH Growis w BIG Banku Gdańskim SA Oddzi
Szanowny Panie Ministrze! Składam na pańskie ręce interpelację w sprawie wznowienia śledztwa umorzonego przez Prokuraturę Rejonową Bydgoszcz Północ w Bydgoszczy dotyczącego niekorzystnego rozporządzania mieniem o wartości około 1 050 000 zł przy obsłudze kredytowej PPUH GROWIS w BIG Banku Gdańskim S.A. (obecnie Millenium) oddział w Bydgoszczy na szkodę Romana i Wiesławy Górnych, tj. o czyn z art. 286 § 1 K.k. (sygn. akt 1 Ds. 302/04). Postanowienie o umorzeniu śledztwa w tej sprawie dowodzi, iż są w naszym kraju prokuratorzy, których brak dociekliwości wydaje się świadczyć o tym, że zupełnie nie rozumieją, na czym winny polegać działania prokuratury. Wiesława i Roman Górny w roku 1991 zarejestrowali spółkę cywilną GROWIS, która zajmowała się głównie produkcją kaszy. Co roku osiągali wysoki zysk. W 1997 r. w swojej kaszarni w Barcinie zwiększyli produkcję do 40 ton kaszy na dobę, postanowili też uruchomić młyn pszenny w Mroczy. Licząc się z możliwością wejścia Polski do Unii Europejskiej, za radą Teresy Pruszyńskiej - dyr. bydgoskiego oddziału obsługującego ich spółkę BIG Banku Gdańskiego - zdecydowali się wziąć kredyt na zakup urządzeń do młyna z certyfikowanej przez UE fabryki z Czech, które są dużo droższe od nieposiadających certyfikatów urządzeń polskich. Na ten cel państwo Górny zaangażowali swoje wszystkie oszczędności i dobrali w formie kredytu (na osiem lat) 1 050 000 zł. Umowę kredytową podpisali 9 lipca 1997 r. Inwestycja okazała się bardzo udana. Rok 1997 spółka GROWIS zamknęła korzystnym wynikiem bilansowym, koszty z nadwyżką pokryto przychodami. Rok następny był jeszcze lepszy, wyniki finansowe wskazują na dynamiczny wzrost sprzedaży, o 70%. O ile w 1997 r. przychody wyniosły 2 mln 647 tys. zł, to w roku 1998 była to już kwota 4 mln 512 tys. zł. Wydawało się, że przedsiębiorstwo czeka stabilna przyszłość, tymczasem w 1999 r. przychody ze sprzedaży spadły, a koszty były wyższe od wpływów. Jak do tego doszło? Po zamontowaniu urządzeń z Czech młyn małżeństwa Górnych osiągnął wydajność 100 ton mąki na dobę o bardzo dobrych parametrach jakościowych. Przedsiębiorstwo szybko zdobyło bardzo duży rynek odbiorców mąki i dostawców zboża. Wtedy bank zaczął mu utrudniać prowadzenie działalności. Zakazał sprzedaży mąki i kasz na tzw. termin (odroczona płatność - powszechnie stosowana przy sprzedaży masowej). Bank zażądał, by sprzedaży dokonywać wyłącznie za gotówkę. Tymczasem większość rolników dostarczających zboże do młyna i kaszarni żądała zapłaty w gotówce przy dostawie. Przedsiębiorstwo stopniowo traciło płynność, na bieżącą działalność potrzebowało kredytu skupowego. Tymczasem bydgoski oddział banku, którego byli starymi, dobrymi klientami, odmówił udzielenia tego niezbędnego do funkcjonowania firmy kredytu. Górni uzyskali dopiero po interwencji w centrali banku kredyt rewolwingowy. Żeby zrozumieć zachowanie kierownictwa bydgoskiego oddziału banku, trzeba przyjrzeć się ówczesnej sytuacji na rynku. W latach 90. firmy należące do Państwowych Zakładów Zbożowych przechodziły stopniowo w ręce wpływowego posła PSL Komorowskiego (kieleckie PZZ, Brzeg Dolny PZZ, Płońsk PZZ, Szymanów PZZ, Bydgoszcz PZZ, Elewator Bydgoszcz, Młyn Koronowo, Młyn Nakło). Na ich bazie powstała spółka ˝Polskie Młyny˝ (obecnie BAKOMA). Młyn Górnych mieścił się w Mroczy pod Nakłem, młyn Komorowskiego w Nakle. Dyrektorem handlowym spółki BAKOMA (wcześniej ˝Polskich Młynów˝) jest Marek Jarociński, były wicewojewoda bydgoski, były prezes Banku Pocztowego i Bydgoskiego Banku Komunalnego (kilka spraw sądowych, prawomocny wyrok na rok i cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na dwa lata za pomoc w ukryciu przed fiskusem majątku Weltineksu zdobytego w aferze alkoholowej). Kłopoty państwa Górnych zaczęły się, gdy dyrektorem bydgoskiego oddziału BIG Banku Gdańskiego został Czesław Giryn, kolega Jarocińskiego ze studiów. Kredyt, który otrzymało małżeństwo Górnych, posłużył bankowi do doprowadzenia ich spółki do bankructwa. Nie dostali pieniędzy, natomiast pojawiał się u nich pracownik banku i żądał wydania podpisanych i ostemplowanych in blanco poleceń przelewów bankowych z konta firmy GROWIS, łącznie 40 sztuk. Ten sam pracownik kontrolował za każdym razem kasę fiskalną w ich firmie i zabierał wszystkie będące tam pieniądze. Zabrakło pieniędzy na wynagrodzenia, ZUS, energię elektryczną, bo na ten cel bank nie chciał wypłacać pieniędzy. W końcu młyn przestał pracować, bo energetyka odcięła dopływ prądu. Miesiąc później bank wypowiedział umowę kredytową. Czesław Giryn, dyrektor BIG BG S.A. w Bydgoszczy, złożył państwu Górny propozycję wyjścia z kłopotów: ˝napiszcie ofertę sprzedaży młyna do mojego kolegi ze studiów p. Marka Jarocińskiego i będziemy wszyscy mieli święty spokój˝. Po wielu działaniach banku, które nieodparcie sprawiają wrażenie przestępczych, do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o niekorzystnym rozporządzaniu mieniem o wartości ok. 1 050 000 zł przy obsłudze kredytowej PPUH GROWIS w BIG Banku Gdańskim S.A. oddział w Bydgoszczy na szkodę Romana i Wiesławy Górnych, tj. o czyn z art. 286 § 1 K.k. Prokuratura śledztwo umorzyła, nie dopatrując się znamion czynu zabronionego. Uważam to za skandal. Zajmującemu się tą sprawą prokuratorowi można zarzucić wiele zaniedbań, jednak jego podstawowym błędem było powołanie na biegłego specjalistę z dziedziny finansów i księgowości. Z jego opinii sporządzonej wyłącznie na podstawie analizy dokumentacji księgowej można się dowiedzieć, że przedsiębiorstwo małżeństwa Górnych do pewnego momentu rozwijało się bardzo dynamicznie, a potem znalazło się w tarapatach finansowych. Biegły ten nie jest znawcą prawa bankowego, nie przeprowadził dowodu z dokumentacji kredytowej. Prawidłowe przeprowadzenie tego dowodu pozwoliłoby na ustalenie, czy i która ze stron umów kredytowych naruszyła warunki zobowiązań i na czym to naruszenie polegało, a także na ocenę prawidłowości i zgodności z pragmatyką bankową działania pracowników banku. Zresztą prokurator mógł, nie powołując biegłego, zdobyć wiedzę niezbędną do wnikliwego prowadzenia śledztwa, zasięgając opinii Departamentu Kontroli Wewnętrznej BIG Banku Gdańskiego w celu ustalenia, czy bank dokonywał wszelkich rozliczeń w dniu wymagalności zobowiązania czy był uprawniony do odstąpienia od umów kredytowych (żądanie zapłaty w miejsce wypowiedzenia umów) przed zażądaniem dodatkowego prawnego zabezpieczenia kredytów i przedłożeniem programu naprawczego. Z powodu prowadzenia śledztwa w tak ograniczonym zakresie prokurator nie mógł stwierdzić m.in., jakiej wysokości wypłat dokonano z konta pokrzywdzonych na podstawie dokumentów sporządzonych przez pracowników banku (tzn. w jaki sposób zostały wykorzystane przelewy in blanco), ile wynosiła wysokość faktycznie uruchomionego kredytu rewolwingowego, jakie straty ponieśli pokrzywdzeni na skutek działań pracowników banku. Bez tego nie da się ustalić, czy bank świadomie i celowo doprowadził do upadłości i przejęcia majątku pokrzywdzonych. Wydaje się jednak, że prokuratorowi nie zależało na ustaleniu, czy uzasadnione jest podejrzenie o popełnienie przez pracowników banku przestępstwa opisanego w art. 286 § 1 K.k. Gdyby mu zależało, wysłałby biegłego do banku, tymczasem wysłał go, żeby zbadał księgowość spółki GROWIS i żeby ustalił: ˝czy w okresie 1999-2000 zachowanie żalących (chodzi o decyzje gospodarcze państwa Górnych) określić należy jako przeinwestowanie˝. Obserwując jego posunięcia, można dojść do przekonania, iż zachowuje się jak adwokat banku, a nie prokurator prowadzący śledztwo w sprawie niezgodnych z prawem działań banku. Dowodzi tego zresztą treść uzasadnienia wydanego przez niego postanowienia o umorzeniu śledztwa. Prokurator wręcz kpi w nim z poszkodowanych, kiedy to odnosi się do przytoczonego przez nich przykładu na działanie banku na ich szkodę, jakim była odmowa udzielenia kredytu skupowego: ˝Właściciele nie zrazili się odmową, nie zwrócili się do innego banku o udzielenie kolejnego kredytu (który zapewne otrzymaliby, skoro w firmie występował jedynie brak środków w obrocie), lecz podjęli dalsze uporczywe starania w banku, m.in. zwrócili się do jednostki nadrzędnej. Bank ostatecznie zgodził się na udzielenie kredytu rewolwingowego na kwotę 0,5 mln zł˝. Jak widać, naganne nie jest dla prokuratora, że oddział banku nie chciał udzielić niezbędnego dla przedsiębiorstwa do dalszego funkcjonowania kredytu (choć centrala uznała, że kredyt może być udzielony), naganne jest, że Górni ˝nie zrazili się odmową˝ oraz ˝podjęli dalsze uporczywe starania˝. O tym, że prokurator występował w tym śledztwie w roli adwokata banku, świadczy też inny fakt. Pracownik banku zażądał od Górnych wydania podpisanych i ostemplowanych in blanco 40 sztuk poleceń przelewów bankowych z konta firmy GROWIS, twierdząc, że tylko pod warunkiem ich otrzymania bank będzie regulował należności firmy. Widząc, że nie mają innej możliwości uruchomienia pieniędzy z kredytu, przekazali te przelewy, choć byli i są nadal przeświadczeni, że bank, wykorzystując ich dramatyczną sytuację, działał bezprawnie. Prokurator prowadzący śledztwo w tej sprawie tak odniósł się do tego zarzutu (w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu śledztwa): ˝Bank zwrócił się do właścicieli o wydanie poleceń przelewów podpisanych in blanco w celu realizacji płatności firmy. Właściciele przekazali bankowi za pokwitowaniem 40 poleceń przelewów - i de facto zaakceptowali taką formę realizacji płatności, gdyż nie zgłosili sprzeciwu i nie odmówili ich wydania. Część wydanych poleceń przelewów została wykorzystana zgodnie z intencją właścicieli przez bank, część została zwrócona, natomiast losów kilku nie ustalono˝. To prawdziwe kuriozum. Prokurator, którego zadaniem jest ustalić, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa, nie zainteresował się, czy żądanie wydania czeków in blanco było działaniem prawnie dopuszczalnym, nie zainteresował się, jak oceniła to działanie kontrola Nadzoru Bankowego, nie zainteresowało go, jak mogło dojść do zagubienia przez bank kilku poleceń przelewów podpisanych in blanco. Po prostu beztrosko stwierdza, że ˝losów kilku nie ustalono˝. Prokurator wykazał też zerową dociekliwość w sprawie uzasadnionego podejrzenia, iż bank działał w porozumieniu ze spółką ˝Polskie Młyny˝ (BAKOMA), która dąży do zmonopolizowania rynku przetwórstwa zbożowego. Nie zbadał powiązań między dyrektorem bydgoskiego oddziału banku a dyrektorem handlowym tej spółki. Bezkrytycznie przyjął wyjaśnienia Marka Jarocińskiego: ˝Przedstawiciel BAKOMA zeznał, że nie był zainteresowany zakupem młyna w Mroczy, gdyż był on zbyt mały w stosunku do standardów przyjętych w tej firmie˝. Prowadzący śledztwo mógł z łatwością ustalić, że BAKOMA ma młyn w Nakle produkujący 120 ton mąki na dobę, natomiast w położonym w pobliskiej Mroczy młynie Górnych produkowano na dobę 100 ton doskonałej jakości mąki, więc nie mieliśmy do czynienia z jakimś maleństwem, tylko poważnym konkurentem dla nakielskiego młyna. Zrozumiałe też, że BAKOMA nie jest obecnie zainteresowana kupnem młyna w Mroczy, gdyż dzięki działaniom banku pozbyła się konkurencji. Prokurator nie przyjął listy świadków, którą przedstawili Górni, a których przesłuchanie miało potwierdzić zasadność zgłaszanych przez nich zarzutów. Przesłuchał natomiast świadka, którego zeznania - jak wynika z dokumentów - miały zerową przydatność dla prowadzonego śledztwa. Przesłuchał również poszkodowaną Wiesławę Górną, ale post factum, gdyż wykonał tę czynność dnia 5 czerwca, podczas gdy śledztwo umorzył już 30 maja. Dramat państwa Górnych stał się tematem cenionego telewizyjnego programu ˝Sprawa dla reportera˝. Rzecz znamienna, żaden przedstawiciel banku nie zjawił się w studio, mimo iż red. Jaworowicz poinformowała w zaproszeniu, że pojawi się wiele zarzutów pod adresem działań bydgoskiego oddziału. Jednym z gości programu był poseł Zbigniew Wassermann, który stwierdził, że jest to ewidentnie kryminalna sprawa i prokuratura powinna się nią poważnie zająć. Niestety, tak się nie stało. Dlatego proszę pana ministra o wznowienie śledztwa w tej sprawie oraz objęcie go nadzorem. Czy nie jest wskazane wyznaczenie do jego prowadzenia prokuratora, który odpowiedzialnie traktuje swoje obowiązki? Z poważaniem Poseł Tomasz Markowski Warszawa, dnia 31 stycznia 2006 r.
- Odpowiedź na interpelację w sprawie realizacji przez Ministerstwo Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej ustawy o regulacji rynku cukru i przekształceniach własnościowych w przemyśle cukrowniczym
- Odpowiedź na interpelację w sprawie przewlekłości prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Krakowie śledztwa dotyczącego nieprawidłowości w zarządzaniu gminą Niepołomice
- Interpelacja w sprawie wytycznych dotyczących rozliczenia środków na zakup jednolitego stroju uczniom
- Odpowiedź na interpelację w sprawie obowiązku dokonywania wpłat składek na ubezpieczenia społeczne przez przedsiębiorców opodatkowanych podatkiem dochodowym od osób fizycznych w formach zryczałtowanych
- Odpowiedź na interpelację w sprawie wypłaty środków na stypendia studenckie w ramach programów Socrates i Erasmus